Strona główna

Zmartwienia Syriusza



Dzisiaj spadł śnieg i przykrył późnojesienne kolorowe liście. Od razu zrobiło się jakoś świątecznie… No tak- za dwa tygodnie Boże Narodzenie! Choinka, prezenty i rodzinna atmosfera. Oczywiście jadę na święta do domu, jakże mogłoby być inaczej? Lily i April też wyjeżdżają. Remus jedzie do domu, Peter do cioci (bo jego rodzice nie chcą urządzać świąt w domu). James zaprosił do siebie Syriusza, ale ten wybąkał coś, że nie chce robić kłopotu. Więc Potter jedzie sam. Rodzice Natashy odwiedzą jej babcię w Hiszpanii, ale nasza Tasha nie chce z nimi jechać- z niewiadomych nam przyczyn. A Syriusz? Nie cierpi swojej rodziny. Poza tym nie potrafi udawać przed wszystkimi, że ubóstwia swoje kuzynki. Andromeda jest smutna, prosi, żeby Syriusz nie zostawiał jej samej „z tymi idiotami, Blackami!”. Nasz przyjaciel ciągle odmawia. Myślę, że w końcu Andromeda się załamie.
Uch! A ja mam inny problem: prezenty dla przyjaciół! Co, gdzie i kiedy im kupię? Kiedy podczas śniadania wyraziłam swoje wątpliwości, Lilka machnęła ręką.
- Jutro się nad tym zastanowisz!- powiedziała.
- Jutro?! Jutro jest piątek, a planowałam napisać list do domu i zapytać w nim, czy mogę przyjechać na weekend. Wtedy kupiłabym wam prezenciki i skryła głęboko w szafie! Ha!
- To już się zabieraj do pisania! Tu masz pergamin i pióro- Ril chyba bardzo ucieszyła perspektywa tych prezentów, bo podała mi potrzebne rzeczy. Odsunęłam talerz i nabazgrałam:
Hej, kochani!
Mam problem- nie wiem, gdzie kupię prezenty przyjaciołom! Może wpadnę na weekend? Jutro mam pociąg- godzinę po lekcjach. Całuję mocno! Uściśnijcie Vanesskę! I napiszcie, co u Was!
Amanda

Podniosłam głowę, żeby gwizdnąć na Tritty, ale właśnie zauważyłam ją, niosącą mi „Proroka Codziennego” (mama zaprenumerowała go dla mnie, twierdząc, że mi się przyda). Dałam jej się napić soku dyniowego z mojego pucharka, podałam jej kawałek bułki i przywiązałam do nóżki list, mówiąc:
- Zanieś to mamie i szybko wróć z odpowiedzią.
Kiwnęła łebkiem, jakby zrozumiała, poderwała się znów do góry i odleciała. Ja tymczasem złapałam rzuconą obok talerza gazetę. Z okładki patrzył na mnie jakiś facet. Uśmiechał się z zażenowaniem i nieśmiało machał. Nagłówek głosił: NOWY MINISTER MAGII WYBRANY! ZOSTAŁ NIM ALBRECHT POTTYLION! PANIE MINISTRZE, ŻYCZYMY WIELU SUKCESÓW NA NOWYM STANOWISKU!. Poniżej, już mniejszymi literami, było napisane: Nasz nowy Minister do niedawna pracował jako kierowca Błędnego Rycerza, przedtem był bezrobotny. „Wstyd się przyznać, że kiedyś byłem kierowcą magicznego autobusu. Ale jestem też z siebie dumny, że wspiąłem się na tak wysokie stanowisko. To tylko dzięki mojej żonie, Dorothy, która wspierała mnie psychicznie i duchowo podczas wyborów. Poza tym mocno trzymała kciuki i… udało się! Jestem na szczycie!
Pokonałem m. in. zastępcę dawnego ministra, który przeszedł na emeryturę. Cieszę się, że miałem tak duże poparcie…”- mówi pan Minister. Nie komentuje plotek, jakoby jego brat Fred Pottylion prowadził nielegalną sprzedaż kradzionych eliksirów i lekarstw. „Ja w to nie wierzę”- mówi Helga Apiff, starszy podsekretarz ds. zewnętrznych z działu obsługi klienta.- „Znam Freda doskonale. Te bzdury są wyssane z palca i tyle! Ludziom zachciało się sensacji, więc będą przyzwoitych ludzi oczerniać!”. Nie mogliśmy się skontaktować z samym zainteresowanym, więc sprawa jest nierozstrzygnięta. Gdyby plotki jednak okazały się prawdą, na pewno źle wpłynęłoby to na reputację naszego „świeżo upieczonego” Ministra Magii- pana Pottyliona.

- Ale brednie- odłożyłam gazetę.
- Czekaj! To może być ciekawe! Dzisiaj mija rok od śmierci szanowanego pracownika Ministerstwa- pana Boba Gangee. Mężczyzna zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. To na pewno nie był przypadek. Krążą pogłoski, że Zło powraca… „Czyżby?”- pan Florian Black pozbawia nas złudzeń.- „Ja nie wierzę w te bzdury! Jak można na podstawie całkiem przypadkowej śmierci jednego człowieka twierdzić, że ktoś nas wszystkich chce pozabijać? To jest na pewno niemożliwe! Ale gdyby ktoś chciał zaatakować moją rodzinę… Nie miałbym oporów, oddałbym za nich życie…”- przeczytała Lily.
- Tak, tatulciu, uważaj, pokroiłbyś się dla mnie?- Syriusz zaśmiał się strasznie głośno i nienaturalnie.- W główkę się puknij, poprawianiem sobie reputacji nic nie zdziałasz, wszyscy wiedzą, że jesteś potwornym ojcem! Jesteś tyranem!- postukał w gazetę i zaniósł się śmiechem.
- Ach, więc Florian Black to twój ojciec? Och…- westchnęłam.- Może…
- Nie potrzebuję litości, Am- warknął Syriusz.
- Chciałam tylko pomóc!
- Cóż, nic nie poradzisz na to, że mój ojciec jest jaki jest.
W tym momencie usłyszeliśmy piszczenie od strony stołu Ślizgonów. Bella i Narcyza wyrywały sobie „Proroka…” z rąk i piszczały strasznie głośno, krzycząc jedna przez drugą:
- Piszą o moim ulubionym wujaszku!
Uniosłam brwi.
- Ubóstwiają go. Przekupuje je, przysyła im prezenty warte fortunę- powiedział gorzko Black.- A mnie by nie dał złamanego knuta. Zresztą, nie zależy mi. Po co mi pieniądze dane ze współczucia? I tak się niedługo od nich wyprowadzę i wreszcie będę miał święty spokój!
- Tak mi przykro…- Tasha odwróciła wzrok. Zapanowała dziwna, smutna atmosfera. Postanowiłam kupić Syriuszowi coś super, żeby wynagrodzić mu te wszystkie trudy życia z Blackami…

magiczny-pamietnik 2006-06-21 15:09:56
skomentuj (11)