Strona główna

Zamieszanie



Gwałtownie odwróciłam głowę w prawo, gdzie siedzieli James z Syriuszem. Po kilku wrzaskach Lily, wściekłych oskarżeniach McGonagall i skrzekach wszystkich zgromadzonych w sali sów, wreszcie dowiedzieliśmy się, co jest przyczyną trzasku. Okazało się, że Potter przez przypadek (chyba jednak to nie był przypadek- przynajmniej tak wnioskowałam, patrząc na niewinne minki dwojga przyjaciół) przetransmutował Syriusza w swoją sowę i potem Syriusz-sowa zleciał mu na głowę, James próbował go odmienić, ale w efekcie przewrócił stół i coś tam… Tak zawile się tłumaczył, że nie zrozumiałam połowy z tego, co mówił. Przy okazji zapalił szatę McGonagall i nie potrafił jej zgasić, więc pani profesor na niego nawrzeszczała i ogólnie było dużo krzyku. Oczywiście Black już był odczarowany, czego nikt nie mógł wyjaśnić i… No cóż, jak zwykle coś przeskrobali, jak to podsumowała Natasha.
- Odejmuję Gryffindorowi piętnaście punktów, a pan, panie Potter i pan, panie Black, macie szlaban!- wrzasnęła na nich nauczycielka, mamrocząc pod nosem coś, co (przynajmniej tak mi się zdawało) było stokiem przekleństw.- A wy co się tak gapicie?!- krzyknęła na całą klasę.- Macie na następną lekcję napisać wypracowanie na pięć stóp o czarodzieju McFinnito, który nie potrafił przemienić swojego szczura w kielich i skończyło się to jego śmiercią… Resztę doczytacie. I nie radzę przepisywać żywcem z książek, bo ukaram za to utratą punktów przez dom i dwutygodniowym szlabanem! No, jazda!
Dopiero wtedy, gdy wykrzyczała te ostatnie słowa, zorientowaliśmy się, że dzwonek już dzwonił i jest przerwa. Nie słyszeliśmy go przez te jej głośne wrzaski. Cóż, może nie jest jednak taka miła i sympatyczna…
- Bosko, następny szlaban…- westchnął James, wychodząc z klasy i wystawiając nauczycielce język przez drzwi.
- No i po co ci to było? Nie musisz na każdej lekcji robić sobie jaj, wiesz?!- warknęłam, przesuwając ręką po gładkich piórach Tritty (już ją odmieniłam).
- No dobra, ale po prostu nie wytrzymuję bez psikusów…- jęknął Potter.
- To potem nie marudź, że masz szlaban!- zawołała Lily, ucinając tym dyskusję. Podziękowałam jej w duchu. Jakoś nie miałam ochoty na dalszą rozmowę.
Doszliśmy do Wielkiej Sali, wypuściłam Tritty, a ta poleciała do sowiarni. Tak samo Malty- puchacz Lily i Enrique- sowa uszatka płci męskiej- własność Jamesa. Usiedliśmy przy stole, aby zjeść drugie śniadanie. Podali fantazyjne kanapki z sałatą i pączki z bitą śmietaną. Pycha! Kiedy zjedliśmy, udaliśmy się na zaklęcia, gdzie tym razem chłopcy naprawdę przegięli. Rozstawili po kątach klasy mnóstwo łajnobomb i kiedy profesor Flovert weszła, śmierdziało tam potwornie. Nauczycielka od razu doszła do tego, kto to zrobił i ze wściekłością pobiegła do dyrektora. Dumbledore przybył prawie natychmiast. Zgromił chłopaków groźnym spojrzeniem i machnięciem różdżki usunął bomby, a wraz z nimi okropny zapach. Syriusz i James dostali miesięczny szlaban. I znowu narzekali. Tym razem nawet się do niech nie odezwałam. Niech sobie rozrabiają, byle nie naszym kosztem. Przysięgam, to nie było miłe, kiedy w powietrzu unosił się „kuszący” zapach, a my to musieliśmy wdychać. Naprawdę. Po lekcjach poszłam z Natashą do biblioteki i odrabiałyśmy lekcje. Spotkałyśmy tam profesor McGonagall, która wygoniła nas stamtąd, wrzeszcząc, że nie chce widzieć na oczy żadnego ucznia naszej klasy. Kiedy Tasha odpysknęła, że jesteśmy uczennicami, a nie uczniami, została ukarana dziesięcioma punktami ujemnymi dla naszego domu. Tego dnia nie poszłam na kolację- nie chciałam widzieć zawiedzionych min Gryfonów ze starszych klas patrzących na tabelę punktów, gdzie u nas było ich najmniej. I to wszystko przez dwójkę pierwszaków… Nie wiem, doprawdy nie mam pojęcia, jak my ich znosimy…

magiczny-pamietnik 2006-04-19 20:29:18
skomentuj (6)