Strona główna

Dzień po przygodzie



Wiem, wiem, jestem wstrętna, że kazałam Wam tyle czekać. I w dodatku jeszcze taką biedną notkę Wam tu daję… Nie, powinnam się schować, naprawdę! Ale dedyka musi być. Dla… Dla Was wszystkich:
Oleńki
Miśelca
Hermionki
Juliette
Rain
Ritusi
Hermi
(z diary-by-hermi)
Eve (nie wiem, kochana tak w ogóle, z jakiego domu jesteś, napisz mi, to Cię wtedy dodam odpowiednio).
I dla Ani, Marleny i Asi, które pewnie nigdy tego nie przeczytają, ale zawsze będą w moim sercu.
***

Kiedy dużo później wspominałam ten czas, nie mogłam pojąć, jakim cudem wróciliśmy tamtej nocy do zamku… Lily była całkowicie „skołowana”, co i rusz dziękowała nam za „ocalenie życia”. I wcale nie była wściekła na April. Czuła do niej jedynie wdzięczność, że się przyznała do błędu. Zresztą Ril tak długo przepraszała Lilkę, że ta nie mogła jej nie ulec…
~*~
- Nikt się nie zorientuje, zobaczycie…- szept Lily ukołysał mnie do snu. Wreszcie poczułam się bezpieczna. Leżałam we własnym łóżku, pod ciepłą kołdrą, nie targana silnymi emocjami…
Znalazłam się z powrotem w Zakazanym Lesie. Tym razem sama. Błądziłam ścieżkami, próbowałam się z niego wydostać, lecz bezskutecznie. Nagle coś się na mnie rzuciło! Jakieś zwierzę… Z rogami, ciemne, przypominające byka. „Byk na terenie szkoły?”- przemknęło mi przez głowę. Ale w lesie wszystko jest możliwe… Zaczęłam uciekać, ale byk mnie złapał! Przebił mi rogiem brzuch. Zawyłam z bólu. Upadłam na ziemię… Na mokrą, twardą ziemię…
- Jasyr…- wyszeptałam.- Jasyr, pomocy…
Ale jednorożec mnie nie słyszał. Leżałam w lesie i konałam. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda, nie mogłam uwierzyć…
- Nie!- obudziłam się cała zlana zimnym potem. Zamrugałam powiekami. Na szczęście to tylko sen… Położyłam się z powrotem. Jeszcze nie zdążyłam się otrząsnąć po koszmarze, kiedy znów zasnęłam. Tym razem siedziałam w sali od transmutacji i coś pisałam, nade mną pochylała się McGonagall, coś mówiła, wiem to, bo poruszała wargami, ale nie słyszałam ani jednego słowa. W końcu do mnie dotarło. Profesorka mówiła:
- Am, wstawaj! Zaraz śniadanie!
- Co?
To nie były słowa nauczycielki, tylko którejś z moich przyjaciółek. Otworzyłam oczy. Tak, to April usiłowała mnie obudzić. Czy one zawsze muszą zwlekać się z łóżek wcześniej niż ja? Czy to znaczy, że jestem śpiochem?
Nawet nie zauważyłam, że ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos. Tash, Lily i Ril zaczęły się śmiać.
- Nie, nie jesteś śpiochem, tylko po prostu…- przemówiła poważnie Lilka.- Bardzo się zmęczyłaś wczorajszą podróżą. A właściwie dzisiejszą…
- Chyba masz rację- zanurkowałam w szafie. Wygrzebałam z niej ciuchy i szatę.- Wybaczcie, muszę iść do łazienki.
Po kilku minutach już byłam gotowa do wyjścia na śniadanie. Poszłyśmy do pokoju wspólnego i spotkałyśmy w nim Petera, Jamesa i Syriusza.
- Gdzie Remus?- zapytałam.
- Tutaj- Syriusz pokazał ręką fotel przy kominku. Lupin spał w nim.
- Co się stało?- zaciekawiła się Lily.
- Biedny chłopaczyna się zmęczył wczorajszą wyprawą- zaśmiał się James.
- I przez resztę nocy nie spał, pisał jakieś kolosalne wypracowanie- dodał Peter.
- Mhm. Jak myślicie? Obudzić go na śniadanie?- spytała Tash.
- Pewnie! Nasz Lupinek nie daruje sobie, jak nie pójdzie na lekcje- zadrwił Syriusz.
- Ciekawe, co cię tak śmieszy?- burknęła April.
- A tą co ugryzło?
Wzruszyłam ramionami.
- Jakbyś nie wiedziała- warknęła Ril.
- Co?- zdziwiłam się.
- Nie rozumiesz? Mam wyrzuty sumienia! Przecież Cassini jeszcze się nie odnalazła… Zresztą nie wiadomo, czy dalej jest w tej beczce… A w nocy chyba padał deszcz i…- April odwróciła głowę. Mogłabym przysiąc, że miała łzy w oczach.
- Nie zamartwiaj się, tylko była lekka mżawka. Na pewno Cass się nie utopiła- starałam się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej przekonująco.
- Tak, nie martw się, Ril- Tash położyła jej rękę na ramieniu.
- A… a jeśli jednak… kotka Lily się utopiła…- April zacisnęła usta, starając się nie wybuchnąć płaczem.
- To nic…- rzekła cicho Lil.
- Słucham?- zdziwiła się Ril.
- Nie szkodzi- powtórzyła Lilka drżącym głosem.- Nawet jeśli Cassini… Jeśli ona… To nie będę ci miała tego za złe. To będzie tylko moja wina, bo tak strasznie cię zdenerwowałyśmy i… rozumiem, że ci było przykro, że czułaś wściekłość i potrzebę wyżycia się… i…
- Nie, to moja wina- przyznałam stanowczo.- To ja sprowokowałam April do tego, Lily. Nie wiem, dlaczego ukarała ciebie, a nie mnie, bo przecież…
- To nie jest twoja wina, tylko moja!- załkała Ril.
- Dobra, dobra, może w końcu przestaniecie się wykłócać, czyja to wina, dobrze?- poprosiła spokojnie Natasha.- Mogę się założyć o głowę Snape’a, że Cassini jest… może trochę wyczerpana i zmęczona po chłodnej nocy, ale cała i zdrowa.
- Zakładamy się?- ożywił się Syriusz.
Tash rzuciła mu piorunujące spojrzenie.
- Dobra, tylko żartowałem…- powiedział ponuro.
- Mam nadzieję- Natasha rozpromieniła się i trzepnęła go u ucho.
- Au!- wrzasnął.
- Ok., może by tak pójść na śniadanie, bo pewnie zaraz się spóźnimy, co?- zaproponowała Lily, a my wszyscy ze śmiechem pobiegliśmy w stronę Wielkiej Sali.

magiczny-pamietnik 2005-11-09 17:27:47
skomentuj (10)