Strona główna

A to wszystko przez kotkę...



Ok, może tamta notka nie była taka długa, ale wierzcie mi, że ta jest :) Dedykuję ją mojej najdroższej Oleńce , która, niestety już bardzo niedługo nas opuści... Kochanie, zawsze będę z Tobą, nie przeszkodzi mi głupi brak finansów... Jesteś kochana...
A teraz notka.
***
- Lilka, nie rób zamieszania, bo obudzisz Amandę!
- Oj, Tash! Ona już i tak za długo śpi…
- Ciekawe! Może nie wiesz, ale nasza przyjaciółka przez pół nocy pisała za chłopaków wypracowania dla McGonagall!
- Transmutację ma w małym palcu, więc na pewno nie sprawiło jej to trudności.
- Trudności może nie, ale zabrało jej to czas. I sama wiesz, że zmęczonemu człowiekowi trudno się skoncentrować na danej rzeczy, prawda?
- Przestań filozofować, Natasha, dobrze?
Do tej pory spokojnie przysłuchiwałam się rozmowie moich dwóch przyjaciółek, lecz- pomimo zmęczenia- w tej chwili poczułam potrzebę wtrącenia się:
- A tak właściwie to co się stało?
- Cassini zaginęła. Muszę jej poszukać!- krzyknęła Lilyanne.
- Nie martw się, na pewno zaraz się odnajdzie- pocieszyłam ją, ziewając.
Cassini, kotka Lily miała skłonności do uciekania swojej właścicielce. To słodkie, malutkie czarno-białe stworzonko było bardzo ruchliwe i ciekawskie, we wszystko musiało wetknąć swój różowiutki nosek. Rządny przygód kociak sprawiał Lilce sporo kłopotów, ale ona i tak go kochała.
- No ale chyba już szósty raz w tym miesiącu mi zwiała!
- Może ją gdzieś oddaj?- zaproponował uprzejmie jakiś znajomy głos. Syriusz. Lily szybko wskoczyła pod kołdrę. Chyba dlatego, że miała lekko przykrótką koszulę nocną i rozczochrane włosy, nie chciała, żeby chłopcy ją widzieli w takim stanie.
- Black?! Potter?! Lupin! Pettiegrew! Co wy tu robicie?! Jak się tu dostaliście?!- zawołała Natasha.
- Och, moja kochana Tash, dziewczyny na pewno tego nie zajarzą- przemówił powoli Syriusz.
- Nie nazywaj mnie „swoją kochaną Tash”, rozumiesz?!
- Oj, ale powiedzcie, proszę!- przerwałam im kłótnię.- Jaki znaleźliście sposób na dostanie się do naszego dormitorium?
- Przecież Syriusz już wyraźnie powiedział, że tego nie zrozumiecie. Poza tym to tajemnica Huncwotów- rzekł z przekąsem James.
- Że niby kogo?- spytała Lilka, gramoląc się z pościeli.
- Huncwotów. Czyli nas- odparł z dumą Peter.
- Phi, ale się głupawo nazwaliście! Kto to wymyślił?- zachichotała Natasha.
- Ja- odpowiedzieli równocześnie Syriusz i James.
- Wiedziałam, że wy na to wpadliście. Remus i Peter nie miewają takich pomysłów.
- Dzięki, że nas doceniasz, White- wyszczerzył zęby Potter.
- Och, dajcie spokój!- poprosiła Lily.- A tak w ogóle to po co przyszliście?
- A… tak sobie. Nie można?- burknął Syriusz, obrażony.
- Słyszałyście, że organizują wybory do drużyny quidditcha?- zapytał z uśmiechem Remus.
- Taak…- powiedziałam, zamyślona.- Ale przecież pierwszaków nie biorą do drużyny. To niesprawiedliwe! Jesteśmy dyskryminowani!
- Na pewno znajdziemy sposób, żeby jakoś ich załatwić, nie?- rzekł z przekonaniem James, szturchając Syiusza.
- Na przykład?- spytała Tash.
- Słyszałaś o Eliksirze Postarzającym?
- Nie ośmielisz się! Poza tym nie masz składników!
- To pójdę do lasu!- wystawił jej język.- Mnie nikt nie przechytrzy.
- Akurat!- wyśmiała go moja przyjaciółka.- Nie wiesz, gdzie szukać!
- Trochę poszukam, to znajdę!- mruknął James.- Skończmy już ten temat i chodźmy na śniadanie.
- To wyjdźcie z łaski swojej, bo chciałybyśmy się przebrać- oznajmiłam, otwierając im uprzejmie drzwi i przytrzymując je, gdy wychodzili.- Tylko na nas poczekajcie! W PeWu! (PW to pokój wspólny- dop. aut.)
Migiem dokonałyśmy porannej toalety i zeszłyśmy razem z chłopakami do wielkiej sali. Gryząc tosty i żując jajecznicę, nadal rozmawialiśmy o wyborach do drużyny. W końcu, kiedy chłopcy już zaczęli się wymądrzać, Lily zagroziła, że jak nie przestaną gadać, to ona pójdzie do któregoś z nauczycieli i na nich nakapuje. Zamknęli się i nie odzywali się do nas do końca lekcji.
Późnym wieczorkiem Lily oznajmiła nam, że Cassini nie wróciła i że jak zajdzie taka potrzeba, to ona pójdzie jej szukać nawet do lasu. Przeraziła mnie ta myśl i zaczęłam przekrzykiwać się z Tash, próbując jakoś wybić jej ten pomysł z głowy. W końcu Lilka się poddała i obiecała, że nie pójdzie. Odetchnęłam z ulgą. Niestety nie na długo.
~*~
Obudziłam się koło drugiej w nocy. Miałam jakieś koszmarne sny. Natychmiast zerknęłam na łóżka dziewczyn. Tash spała, słyszałam jej ciche pochrapywanie dobiegające zza czerwonych zasłonek. Ale April i Lilyanne nie było… Czy to możliwe, żeby Lily jednak poszła szukać kota? I czy Ril jej towarzyszy? Natychmiast podniosłam się z łóżka i wciągnęłam ciemne dżinsy oraz sweter na piżamę. Obudziłam Natashę.
- No czego chcesz? Jestem zmęczona…- wymamrotała w stanie półsnu.
- Wstawaj! Lily nie ma!- pociągnęłam ją za blond włosy i dopiero wtedy rozbudziła się całkiem, krzycząc z oburzeniem.- Poszła po Cassini. Właśnie to mi się śniło…
- Wiedziałam- wyszeptała Tash, ubierając się w pośpiechu.
- Załóż skarpetki, bo jest zimno- poradziłam jej, zakładając adidasy bez rozwiązywania sznurówek.
- Masz rację- właśnie zapinała bluzę na zamek i przycięła sobie koszulkę od piżamy.- Kurczę!
- Daj to! I zakładaj buty!- zaczęłam się mocować z zamkiem, aż w końcu puścił i mogłam spokojnie zapiąć przyjaciółkę. Podciągnęłam jej suwak aż pod samą szyję.
- Idziemy!- rozkazałam, schodząc na palcach po schodach do PW.
Kiedy w końcu postawiłam stopę na ostatnim schodku i zakręciłam, żeby przejść przez salon, ujrzałam coś, co mnie bardzo zdziwiło. W „mój” (to znaczy ja zawsze na nim siedziałam) fotel wtulona była April. Płakała. Wymieniłam z Natashą porozumiewawcze spojrzenie i skinęłam głową. Podeszłyśmy do naszej współlokatorki. Podniosła czerwoną i mokrą od łez twarz i spojrzała na nas swoimi pięknymi piwnymi oczami.
- April, co ci się stało?- zapytała Tasha, spoglądając na Ril ze współczuciem.
- Nic, zostawcie mnie w spokoju!
Spojrzałam na Natashę, a ona niemo dała mi do zrozumienia, że nie możemy odpuścić.
- Coś musiało się stać, skoro płaczesz!
- Nooo... Byłam na was zła- mówiła April przez łzy- i postanowiłam wrzucić... kota Lil do beczki po deszczówce. On potem nie mógł stamtąd... stamtąd... wyjść... a ja uciekłam. Kiedy obudziłam się w nocy i zobaczyłam, że Lily nie ma... bałam się, że poszła do Zakazanego Lasu szukać tego... kota! I jak jej coś się stanie, to będzie tylko i wyłącznie moja wina! A sama boję się iść za nią!
- Co się stało?- usłyszałyśmy zza pleców głos Syriusza. On i reszta jego kumpli właśnie wyszli ze swojego dormitorium. Czy oni zawsze muszą wyczaić, że coś się dzieje? Chcąc nie chcąc musiałyśmy opowiedzieć im całą historię.
- Macie jakiś pomysł, jak by jej pomóc? – zapytałam chłopaków. Kątem oka zauważyłam, jak wymieniają spłoszone spojrzenia. W końcu James powiedział:
- No w sumie to mamy. Ale to wielka tajemnica i nie możecie jej nikomu zdradzić. Robimy to tylko dlatego, że Lilka jest naszą kumpelką i...
- No dobra, mów w końcu o co chodzi!- zniecierpliwiła się Tash.
- Peleryna-niewidka- rzekł Syriusz teatralnym szeptem.- Ale nie zmieścimy się pod nią wszyscy.
- Skąd ją macie?- zawołała oszołomiona Natasha.
- Ale jaki z niej pożytek, skoro nie wszyscy z niej skorzystamy...- powiedziałam.
- Już wiem! Znam Zaklęcie Powiększające, które mogłoby nam pomóc– powiedziała April.- Przynieście ją tutaj.
Peter pobiegł do dormitorium chłopców i po chwili wrócił z szeleszczącą i błyszczącą peleryną w rękach. Miała w sobie coś przyciągającego i nie mogłam oderwać od niej wzroku. Moje zapatrzenie przerwała April, odbierając pelerynę z rąk Petera. Wyciągnęła różdżkę zza pazuchy i szepnęła:
- Selevortina!
Peleryna zaczęła rosnąć w oczach. W końcu była nawet troszkę za duża, ale to nic. Tak w ogóle to do tej pory nie brałam April pod uwagę jeśli chodzi o naszą nocną wyprawę, ale w końcu jednak sobie zasłużyła, pomagając nam. W sumie to całkiem fajna z niej dziewczyna, ale teraz nie czas na rozmyślanie na ten temat. Musimy uratować naszą przyjaciółkę!
- Szybko, wskakujcie!- ponagliłam wszystkich, przytrzymując pelerynę ręką.
Wgramoliliśmy się pod płaszcz niewidzialności. Wyczuliśmy dobry moment, bo akurat jakaś zaspana piątoklasistka, która spała- do tej pory niezauważona- w fotelu przed kominkiem, obudziła się i przeciągnęła. Zatkałam usta Tash, która stała najbliżej i chyba właśnie miała zamiar się odezwać. Dziewczyna wstała, wzięła książkę i poszła do swojego dormitorium. Dopiero wtedy zdjęłam rękę z buzi Natashy.
- Już myślałam, że chcesz mnie udusić- powiedziała.
- Ruszajmy!- szepnął Remus i zrobił krok w stronę drzwi od PW. Szybko okazało się, że chodzenie w siódemkę pod jednym płaszczem nie jest zbyt wygodne, co chwila ktoś przydeptywał mi stopę, czy nieświadomie ciągnął za włosy. Zejście na dół zajęło nam prawie pół godziny. Gdy wyszliśmy na błonia i w końcu mogliśmy pozbyć się peleryny, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nareszcie mogliśmy poruszać się trochę szybciej. Zewsząd otaczały nas ciemności. Trochę się bałam. Na szczęście April wykazała dość sporo zdrowego rozsądku i zapaliła swą różdżkę.
- Będę szedł pierwszy- oświadczył Syriusz.- Ty, James, zamykaj pochód.
Black wyszeptał: „Lumos” i na końcu jego różdżki również pojawił się wątły płomień. Minęliśmy kilka samotnych brzózek i weszliśmy do Zakazanego Lasu. Szłam między Natashą a Remusem. Nagle zobaczyłam, jak coś przemknęło obok naszych nóg. Pisnęłam cicho i wyprzedziłam Syriusza.
- Cicho!- skarcił mnie szeptem.- Wracaj na swoje miejsce!
Posłusznie spełniłam jego rozkaz, ale zrobiło mi się jakoś zimno. Zadrżałam i pociągnęłam za rękawy swetra. Wytarłam spocone ze strachu ręce w spodnie.
- Co to było?- zapytałam trzęsącym się głosem.
- Lepiej tego nie wiedzieć- wyszeptał Peter, czym jeszcze bardziej mnie wystraszył.
- Zamknij się!- wysyczał Remus.- Nie bój się, Am, to coś na pewno nie było groźne.
- Mam nadzieję- otrząsnęłam się i nagle uleciał ze mnie cały lęk.
Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu.
- Och!- ciszę przerwał zduszony okrzyk April.- Spójrzcie tam!
Na dziwnie oświetlonej polanie po lewej stronie leżała... Lily! Była nieprzytomna, a jej głowa była w kałuży krwi. Przez chwile myślałam że zemdleję, ale po chwili odzyskałam przytomność umysłu i podbiegłam do przyjaciółki. Zbadałam jej puls. Żyje! Obejrzałam jej głowę. Wyglądała na rozbitą. Gdy rozglądałam się za czymś, żeby ją opatrzyć, usłyszałam głos Ril:
- Amanda... Patrz!
Spojrzałam we wskazanym kierunku. Zza drzew wyłoniło się cudowne stworzenie złotej maści. Przypominało trochę konia, ale wyglądało o wiele bardziej tajemniczo i z jego czoła wyrastał długi, skręcony róg.
- Jednorożec!- westchnęła z uwielbieniem Natasha.
Zbliżał się w moją stronę. Siedziałam na mchach jak zahipnotyzowana. Jednorożec ominął mnie i podszedł do naszej zemdlonej przyjaciółki. Pochylił się nad nią i dokładnie mogłam zobaczyć, jak z jego oka spływa srebrzystobiała łza i spada na czoło Lil. Kropla rozpłynęła się po całym jej ciele i Ruda nagle wstała. Spojrzała na mnie nieprzytomnie i pogłaskała jednorożca.
- Dziękuję, Jasyr.
Jednorożec mrugnął oczami, jakby chciał powiedzieć, że nie ma za co.

magiczny-pamietnik 2005-10-13 15:15:13
skomentuj (11)