Zmartwienia Syriusza
Dzisiaj spadł śnieg i przykrył późnojesienne kolorowe liście. Od razu zrobiło się jakoś świątecznie… No tak- za dwa tygodnie Boże Narodzenie! Choinka, prezenty i rodzinna atmosfera. Oczywiście jadę na święta do domu, jakże mogłoby być inaczej? Lily i April też wyjeżdżają. Remus jedzie do domu, Peter do cioci (bo jego rodzice nie chcą urządzać świąt w domu). James zaprosił do siebie Syriusza, ale ten wybąkał coś, że nie chce robić kłopotu. Więc Potter jedzie sam. Rodzice Natashy odwiedzą jej babcię w Hiszpanii, ale nasza Tasha nie chce z nimi jechać- z niewiadomych nam przyczyn. A Syriusz? Nie cierpi swojej rodziny. Poza tym nie potrafi udawać przed wszystkimi, że ubóstwia swoje kuzynki. Andromeda jest smutna, prosi, żeby Syriusz nie zostawiał jej samej „z tymi idiotami, Blackami!”. Nasz przyjaciel ciągle odmawia. Myślę, że w końcu Andromeda się załamie.
Uch! A ja mam inny problem: prezenty dla przyjaciół! Co, gdzie i kiedy im kupię? Kiedy podczas śniadania wyraziłam swoje wątpliwości, Lilka machnęła ręką.
- Jutro się nad tym zastanowisz!- powiedziała.
- Jutro?! Jutro jest piątek, a planowałam napisać list do domu i zapytać w nim, czy mogę przyjechać na weekend. Wtedy kupiłabym wam prezenciki i skryła głęboko w szafie! Ha!
- To już się zabieraj do pisania! Tu masz pergamin i pióro- Ril chyba bardzo ucieszyła perspektywa tych prezentów, bo podała mi potrzebne rzeczy. Odsunęłam talerz i nabazgrałam:
Hej, kochani!
Mam problem- nie wiem, gdzie kupię prezenty przyjaciołom! Może wpadnę na weekend? Jutro mam pociąg- godzinę po lekcjach. Całuję mocno! Uściśnijcie Vanesskę! I napiszcie, co u Was!
Amanda
Podniosłam głowę, żeby gwizdnąć na Tritty, ale właśnie zauważyłam ją, niosącą mi „Proroka Codziennego” (mama zaprenumerowała go dla mnie, twierdząc, że mi się przyda). Dałam jej się napić soku dyniowego z mojego pucharka, podałam jej kawałek bułki i przywiązałam do nóżki list, mówiąc:
- Zanieś to mamie i szybko wróć z odpowiedzią.
Kiwnęła łebkiem, jakby zrozumiała, poderwała się znów do góry i odleciała. Ja tymczasem złapałam rzuconą obok talerza gazetę. Z okładki patrzył na mnie jakiś facet. Uśmiechał się z zażenowaniem i nieśmiało machał. Nagłówek głosił:
NOWY MINISTER MAGII WYBRANY! ZOSTAŁ NIM ALBRECHT POTTYLION! PANIE MINISTRZE, ŻYCZYMY WIELU SUKCESÓW NA NOWYM STANOWISKU!. Poniżej, już mniejszymi literami, było napisane:
Nasz nowy Minister do niedawna pracował jako kierowca Błędnego Rycerza, przedtem był bezrobotny. „Wstyd się przyznać, że kiedyś byłem kierowcą magicznego autobusu. Ale jestem też z siebie dumny, że wspiąłem się na tak wysokie stanowisko. To tylko dzięki mojej żonie, Dorothy, która wspierała mnie psychicznie i duchowo podczas wyborów. Poza tym mocno trzymała kciuki i… udało się! Jestem na szczycie!
Pokonałem m. in. zastępcę dawnego ministra, który przeszedł na emeryturę. Cieszę się, że miałem tak duże poparcie…”- mówi pan Minister. Nie komentuje plotek, jakoby jego brat Fred Pottylion prowadził nielegalną sprzedaż kradzionych eliksirów i lekarstw. „Ja w to nie wierzę”- mówi Helga Apiff, starszy podsekretarz ds. zewnętrznych z działu obsługi klienta.- „Znam Freda doskonale. Te bzdury są wyssane z palca i tyle! Ludziom zachciało się sensacji, więc będą przyzwoitych ludzi oczerniać!”. Nie mogliśmy się skontaktować z samym zainteresowanym, więc sprawa jest nierozstrzygnięta. Gdyby plotki jednak okazały się prawdą, na pewno źle wpłynęłoby to na reputację naszego „świeżo upieczonego” Ministra Magii- pana Pottyliona.
- Ale brednie- odłożyłam gazetę.
- Czekaj! To może być ciekawe!
Dzisiaj mija rok od śmierci szanowanego pracownika Ministerstwa- pana Boba Gangee. Mężczyzna zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. To na pewno nie był przypadek. Krążą pogłoski, że Zło powraca… „Czyżby?”- pan Florian Black pozbawia nas złudzeń.- „Ja nie wierzę w te bzdury! Jak można na podstawie całkiem przypadkowej śmierci jednego człowieka twierdzić, że ktoś nas wszystkich chce pozabijać? To jest na pewno niemożliwe! Ale gdyby ktoś chciał zaatakować moją rodzinę… Nie miałbym oporów, oddałbym za nich życie…”- przeczytała Lily.
- Tak, tatulciu, uważaj, pokroiłbyś się dla mnie?- Syriusz zaśmiał się strasznie głośno i nienaturalnie.- W główkę się puknij, poprawianiem sobie reputacji nic nie zdziałasz, wszyscy wiedzą, że jesteś potwornym ojcem! Jesteś tyranem!- postukał w gazetę i zaniósł się śmiechem.
- Ach, więc Florian Black to twój ojciec? Och…- westchnęłam.- Może…
- Nie potrzebuję litości, Am- warknął Syriusz.
- Chciałam tylko pomóc!
- Cóż, nic nie poradzisz na to, że mój ojciec jest jaki jest.
W tym momencie usłyszeliśmy piszczenie od strony stołu Ślizgonów. Bella i Narcyza wyrywały sobie „Proroka…” z rąk i piszczały strasznie głośno, krzycząc jedna przez drugą:
- Piszą o moim ulubionym wujaszku!
Uniosłam brwi.
- Ubóstwiają go. Przekupuje je, przysyła im prezenty warte fortunę- powiedział gorzko Black.- A mnie by nie dał złamanego knuta. Zresztą, nie zależy mi. Po co mi pieniądze dane ze współczucia? I tak się niedługo od nich wyprowadzę i wreszcie będę miał święty spokój!
- Tak mi przykro…- Tasha odwróciła wzrok. Zapanowała dziwna, smutna atmosfera. Postanowiłam kupić Syriuszowi coś super, żeby wynagrodzić mu te wszystkie trudy życia z Blackami…
magiczny-pamietnik 2006-06-21 15:09:56
skomentuj (11)
Zawiecha...
Dodałabym notkę. Chciałam. Naprawdę się starałam, ale nie wypaliło.
Ktoś mi wyjął z kompa mojego pendrive'a, na którym mam zapisanych kilka notek do przodu. I za Chiny lodowe nie mogę go znaleźć. Kurczę... Wiem, że dawno nie pisałam. To nie moja wina.
Jest ciepło, słonko grzeje, ptaszki śpiewają... Aż żal siedzieć przy komputerze. Zawieszam. Do czasu aż znajdę moją zagubioną notkę.
Zawiedliście się na mnie,wiem. Nie wchodzę do Was, nie komentuję... Nie mam w ogóle czasu ani nastroju. Wybaczcie. Jak znajdę dalszą część, to wkleję na bloga. Jak nie, to... trudno. Na pewno znajdę! Trzymajcie kciuki! Przed wakacjami na pewno dodam jakiegoś newsa, a tymczasem...
Ahoj, kamraci!
Wiem, świr. To nic :)
Pozdrawiam!:*
Aha, informujcie mnie o newsach, bo od czasu do czasu tu zajrzę :) Pa!=*
Am
magiczny-pamietnik 2006-05-26 10:54:52
skomentuj (3)
Zamieszanie
Gwałtownie odwróciłam głowę w prawo, gdzie siedzieli James z Syriuszem. Po kilku wrzaskach Lily, wściekłych oskarżeniach McGonagall i skrzekach wszystkich zgromadzonych w sali sów, wreszcie dowiedzieliśmy się, co jest przyczyną trzasku. Okazało się, że Potter przez przypadek (chyba jednak to nie był przypadek- przynajmniej tak wnioskowałam, patrząc na niewinne minki dwojga przyjaciół) przetransmutował Syriusza w swoją sowę i potem Syriusz-sowa zleciał mu na głowę, James próbował go odmienić, ale w efekcie przewrócił stół i coś tam… Tak zawile się tłumaczył, że nie zrozumiałam połowy z tego, co mówił. Przy okazji zapalił szatę McGonagall i nie potrafił jej zgasić, więc pani profesor na niego nawrzeszczała i ogólnie było dużo krzyku. Oczywiście Black już był odczarowany, czego nikt nie mógł wyjaśnić i… No cóż, jak zwykle coś przeskrobali, jak to podsumowała Natasha.
- Odejmuję Gryffindorowi piętnaście punktów, a pan, panie Potter i pan, panie Black, macie szlaban!- wrzasnęła na nich nauczycielka, mamrocząc pod nosem coś, co (przynajmniej tak mi się zdawało) było stokiem przekleństw.- A wy co się tak gapicie?!- krzyknęła na całą klasę.- Macie na następną lekcję napisać wypracowanie na pięć stóp o czarodzieju McFinnito, który nie potrafił przemienić swojego szczura w kielich i skończyło się to jego śmiercią… Resztę doczytacie. I nie radzę przepisywać żywcem z książek, bo ukaram za to utratą punktów przez dom i dwutygodniowym szlabanem! No, jazda!
Dopiero wtedy, gdy wykrzyczała te ostatnie słowa, zorientowaliśmy się, że dzwonek już dzwonił i jest przerwa. Nie słyszeliśmy go przez te jej głośne wrzaski. Cóż, może nie jest jednak taka miła i sympatyczna…
- Bosko, następny szlaban…- westchnął James, wychodząc z klasy i wystawiając nauczycielce język przez drzwi.
- No i po co ci to było? Nie musisz na każdej lekcji robić sobie jaj, wiesz?!- warknęłam, przesuwając ręką po gładkich piórach Tritty (już ją odmieniłam).
- No dobra, ale po prostu nie wytrzymuję bez psikusów…- jęknął Potter.
- To potem nie marudź, że masz szlaban!- zawołała Lily, ucinając tym dyskusję. Podziękowałam jej w duchu. Jakoś nie miałam ochoty na dalszą rozmowę.
Doszliśmy do Wielkiej Sali, wypuściłam Tritty, a ta poleciała do sowiarni. Tak samo Malty- puchacz Lily i Enrique- sowa uszatka płci męskiej- własność Jamesa. Usiedliśmy przy stole, aby zjeść drugie śniadanie. Podali fantazyjne kanapki z sałatą i pączki z bitą śmietaną. Pycha! Kiedy zjedliśmy, udaliśmy się na zaklęcia, gdzie tym razem chłopcy naprawdę przegięli. Rozstawili po kątach klasy mnóstwo łajnobomb i kiedy profesor Flovert weszła, śmierdziało tam potwornie. Nauczycielka od razu doszła do tego, kto to zrobił i ze wściekłością pobiegła do dyrektora. Dumbledore przybył prawie natychmiast. Zgromił chłopaków groźnym spojrzeniem i machnięciem różdżki usunął bomby, a wraz z nimi okropny zapach. Syriusz i James dostali miesięczny szlaban. I znowu narzekali. Tym razem nawet się do niech nie odezwałam. Niech sobie rozrabiają, byle nie naszym kosztem. Przysięgam, to nie było miłe, kiedy w powietrzu unosił się „kuszący” zapach, a my to musieliśmy wdychać. Naprawdę. Po lekcjach poszłam z Natashą do biblioteki i odrabiałyśmy lekcje. Spotkałyśmy tam profesor McGonagall, która wygoniła nas stamtąd, wrzeszcząc, że nie chce widzieć na oczy żadnego ucznia naszej klasy. Kiedy Tasha odpysknęła, że jesteśmy uczennicami, a nie uczniami, została ukarana dziesięcioma punktami ujemnymi dla naszego domu. Tego dnia nie poszłam na kolację- nie chciałam widzieć zawiedzionych min Gryfonów ze starszych klas patrzących na tabelę punktów, gdzie u nas było ich najmniej. I to wszystko przez dwójkę pierwszaków… Nie wiem, doprawdy nie mam pojęcia, jak my ich znosimy…
magiczny-pamietnik 2006-04-19 20:29:18
skomentuj (6)
Coś nie tak z Syriuszem…
Zdążyliśmy już prawie zupełnie zapomnieć o Lucjuszu Malfoy’u, kiedy znów dał nam się we znaki… A było to w pewien piątkowy poranek, kiedy jak zwykle spieszyliśmy na śniadanie. W końcu mieliśmy szansę przyjść na czas, ale niestety nam to udaremniono… A mianowicie…
Spiesząc do Wielkiej Sali, usłyszeliśmy w pewnym momencie zbyt jednoznacznie brzmiące mlaskania. Jednak postanowiliśmy to sprawdzić. James jako ten odważny pchnął drzwi do klasy, z której one dochodziły i… ujrzeliśmy Lucjusza i Narcyzę całujących się! Właśnie tego się spodziewałam, ale zaniemówiłam. Blondynka na nasz widok wydała wysoki pisk i odskoczyła od „ukochanego”. Tash parsknęła śmiechem, ale od razu tego pożałowała, bo Malfoy doskoczył do niej, przyciskając jej różdżkę do skroni.
- Co robisz?!- wrzasnął Syriusz, wyciągając swoją różdżkę zza pazuchy i celując nią w napastnika.
- Dlaczego nam przerwaliście?!- wrzasnął blondas zamiast odpowiedzi, obniżając różdżkę.
- Bbbo… Bo… Zaczynam się martwić o moją kuzynkę- wyjąkał Syriusz.
- Nawet mi tu nie kłam! W żywe oczy!- zawołała Narcyza.
- O tak, Narcyzo, kochana. Słyszałem, że twoja matka powiedziała, że nie chce, abyś się teraz wiązała z jakimkolwiek chłopakiem, bo masz na karku SUMY skłamał Black.
- Ty… rozmawiałeś z moją matką?! I powiedziałeś jej, że ja i Lucjusz…! Ty… ty mały kretynie!- jego kuzynka doskoczyła do stojącej najbliżej Lily, rzucając na nią zaklęcie tańczących nóg.
- Nie wyzywaj Syriusza!- krzyknęła Tash, wyrywając się Lucjuszowi i wyciągając różdżkę; wycelowała nią w Narcyzę.- Expelliarmus!
- Co, jesteś jego dziewczyną?- blondyna wyrwała różdżkę z ręki swojego „chłopaka”.- Tarantallegra!
Za wszelką cenę starałam się przypomnieć sobie przeciwzaklęcie, kiedy wycelowała we mnie.
- Tarant…
- Protego!- krzyknęłam.- Nie znasz innego zaklęcia?
- Znam, gówniaro. Cruc…
- NIE, NARCYZO, NIE!- wrzasnął Syriusz, wytrącając jej różdżkę z dłoni.- Jak mogłaś, jak w ogóle śmiałaś…
I wtedy sobie przypomniałam:
- Finite- wycelowałam w nogi Lily.- Finite- tym razem w nogi Tash. Moje przyjaciółki zachwiały się i obie runęły jak długie.
Narcyza wybuchnęła śmiechem.
- Zaraz się będziesz śmiała- wycedził przez zęby Potter.
- Nie, James, nie radzę- szepnął Syriusz.
- Sprytne posunięcie, kuzynku- powiedziała blondyna.- Lucjusz, idziemy!
- A…aleee…
- Żadnego „ale”! Chodź, co stoisz, matołku?- pociągnęła go za rękaw i wyszli.
- Dlaczego mnie powstrzymałeś? Wydłubałbym tej zdzirze oczy, gdybyś tylko…- mamrotał James, pomagając Lilce i Natashy wstać.
- Och, Narcyza naprawdę potrafi być straszna- powiedział Black.- Zbierajmy się, nie będziemy przecież głodować aż do obiadu…
- Taak…- powiedziałam, wychodząc przed Remusem z klasy.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i usiedliśmy na swoich stałych miejscach. Spokojnie zabraliśmy się do owsianek, ale kiedy wstawaliśmy, żeby pójść na lekcje, zauważyłam, że Lily jeszcze drży. Objęłam ją.
- Nie martw się- rzekłam.- Wszystko będzie dobrze.
- Dzięki, Am…- uśmiechnęła się blado.
- Przełazicie, czy nie? Tamujecie przejście, pierwszaki!- wrzasnął ktoś z grupy szóstoklasistów.
Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę sali od transmutacji, a za mną moi przyjaciele. Wszyscy byliśmy w kiepskich nastrojach.
- Dzień dobry- powiedziała profesor McGonagall wchodząc do klasy.
- Dzień dobry- mruknęło kilka osób.
- Usiądźcie. Dzisiaj zajmiemy się zamianą swojego zwierzęcia w kielich. Mam tutaj sok z dyni, więc jeśli komuś się uda przemienić swego pupila w kielich, poczęstuję tę osobę sokiem- powiedziała, wskazując na dzbanek na swoim biurku.- Otwórzcie podręczniki na stronie pięćdziesiątej dziewiątej i przeczytajcie do sześćdziesiątej piątej. Dopiero wtedy możecie się zabrać do transmutacji. Czy są jakieś pytania?
Nikt nic nie powiedział. Żadnej uszczypliwej uwagi w stylu Jamesa i Syriusza. Nic. Żadnego: „Tak, ja mam pytanie. Dlaczego zawsze tak dużo musimy czytać?”. I potem powinien być wybuch śmiechu. I…
- Dlaczego nie czytasz, panno Mounters?- McGonagall stanęła nad moją ławkę.
- Już, już, pani profesor. Rozmyślałam- otworzyłam książkę.
- Na mojej lekcji się nie rozmyśla, dobrze?- zapytała łagodnie.
- Tak, tak, przepraszam- zatopiłam nos w podręczniku, a po kilkunastu minutach, kiedy przeczytałam, podniosłam w górę rękę.
- Tak?- nauczycielka spojrzała na mnie zza swych prostokątnych okularów.
- Eee… Mogę otworzyć okno i zagwizdać na moją sowę?- spytałam.
- Moment… Accio zwierzęta uczniów tej klasy!- zawołała profesorka i już po chwili moja sówka siedziała na ławce przede mną. Jeszcze raz przejrzałam notatki. Trzeba trzy razy stuknąć lekko, a potem mocniej i z wyczuciem i powiedzieć bardzo wyraźnie „Feraverto”. Łatwizna.
- Raz, dwa, trzy…
Feraverto!- chyba trochę za mocno uderzyłam Tritty, bo zahukała groźnie i trzepnęła mnie skrzydłem po twarzy.- Dobra, już dobra, nie denerwuj się, Trit. Jeszcze raz… Raz, dwa, trzy…
feraverto… Kurczę, znowu nic!
- Musisz mówić bardziej melodyjnie- podpowiedziała mi nauczycielka.
- Raz… Dwa… Trzy…
Feraverto. Pani profesor! Udało się! Udało mi się!
- Świetnie, panno Mounters. Piętnaście punktów dla Gryffindoru!
- Dziękuję. Czy mogę prosić o sok?- zaśmiałam się.
- A… tak, jasne- profesorka nalała m pomarańczowego napoju do złotego kielicha, który jeszcze przed chwilą był moją Tritty. Wypiłam do dna, kiedy… usłyszałam głośny trzask!
… CDN. :)
magiczny-pamietnik 2006-02-02 17:44:17
skomentuj (12)
Kłótnia z Malfoy'em i wygrana Lily w szachy
- Co ty robisz, idioto?!- wrzasnęła Tash na całą WS, kiedy jakiś chłopak wpadł jej prosto pod nogi. Podniósł się, otrzepał szatę i wyprostował. Jego wzrost naprawdę robił wrażenie, a długie blond włosy lśniły wśród świateł pochodni.
- Przepraszam, masz coś do mnie?- warknął w jej stronę.
- Nie mam, tylko mógłbyś czasem uważać!- zawołała moja przyjaciółka.
- Nie ty mi będziesz dyktowała, co mam robić. W ogóle, to kim ty jesteś?
- A co ciebie to interesuje?
- Nie pyskuj, gówniaro, bo…
- No właśnie! …bo?
- Bo będzie z tobą źle.
- Już ci wierzę.
- Natasha, proszę, nie…- szepnął ostrzegawczo Syriusz.
- Najmłodszy z Blacków, nieprawdaż?- spytał blondyn, przeciągając sylaby.
- Nie, wcale nie najmłodszy. Bella jest z grudnia- odparł chłodno nasz przyjaciel.
- Ach tak?- zdziwił się.
- Tak. A ty to kto? Jeżeli się nie mylę, to… hm… Lucjusz Malfoy?
- Nie, nie mylisz się. Czy…- zawahał się.- Czy Narcyza coś o mnie opowiadała?
- Nie rozmawiam z Narcyzą- szepnął Syriusz.
- Niby dlaczego? Przecież to taka urocza…- odchrząknął.
- Nie, nie jest urocza. Ale byłeś bliski prawdy: jej matka opowiadała, jak byłeś u nich na wakacjach w zeszłym roku. Andromeda nie była z tego powodu zadowolona…
- Nie interesuje mnie opinia o mnie twojej najstarszej kuzynki. A teraz żegnam, Syriuszu Blacku.
- Cześć.
Lucjusz Malfoy odszedł, uśmiechając się drwiąco na pożegnanie.
- Skąd go znasz?- zapytałam, ale już znałam odpowiedź.- To chłopak którejś z twoich kuzynek, tak?
- Nie… Zresztą, właściwie to nie wiem… Chyba Narcyza się w nim zabujała, a on w niej, tylko że chyba jeszcze ze sobą nie chodzą… Tak mi się wydaje…- odparł Syriusz.
- Mhm. Dobra, chodźcie- usiedliśmy przy stole Gryffindoru.
Zabrałam się do owsianki, ale Black co chwilę się rozglądał. Z początku mi to nie przeszkadzało, ale jak zaczął co chwilę chrząkać, zdenerwowałam się i warknęłam:
- O co ci chodzi?
- O… o nic- nałożył sobie jajecznicę.
- No, przestań, no! Powiedz!- nalegałam.
- Daj mi spokój, dobra?!- wybuchnął.
- Dobra, dobra, wal się!- wrzasnęłam oburzona i przesiadłam się koło Natashy (wcześniej siedziałam między Syriuszem a Lily).
- Już się nie obrażaj, co?- Syriusz wstał.
Zignorowałam go, nawet wtedy, kiedy usiadł obok mnie. Ze spokojem jadłam owsiankę, chociaż ręka mi drżała. Kiedy skończyłam, stanęłam, żeby pójść do klasy profesor Flovert (pierwsze tego dnia mieliśmy zaklęcia).
- Poczekaj, Am- poprosił Black.
- Dobra, ale nie masz zamiaru być dla mnie niemiły?
- Nie. No ok., przepraszam, no, zachowałem się jak ostatni debil i… przykro mi, no, nie chciałem na ciebie nawrzeszczeć. Zgoda?
- Jasne. Ale…- zaczęłam ostrożnie.
- Tak?
- Powiesz mi, o co ci chodziło?
- Eee… Może nie teraz- odparł szybko.
- Dlaczego?- zapytałam tępo.
- Bo… bo zaraz się spóźnimy na zaklęcia- wiedziałam, że kłamał. Wcale mu nie zależało na punktualności, tylko zwyczajnie nie chciał mi powiedzieć. Dobra, nie będę naciskać.
~*~
- Wiesz, Am…- powiedział wieczorem Syriusz, kiedy razem z dziewczynami siedziałyśmy w pokoju wspólnym. Grałam z Lilką w szachy.
- Hm?
- Zdecydowałem się ci powiedzieć. I… i nie tylko tobie. Wam też- zwrócił się do Lily, Ril i Tash.
- No… No to mów- powiedziałam.
- No więc… ja się trochę boję Malfoy’a. Bo może dzisiaj normalnie rozmawialiśmy, ale… Znaczy, nie boję się o siebie, tylko o Tashę. Bo… Podpadłaś mu, kochana.
- No wiem, ale co miałam zrobić, jak taki idiota…- zaczęła zdenerwowana Natasha.
- Tak, tylko jeśli ten cały Malfoy zadaje się z Narcyzą, to… Może być groźny i to bardzo.
- Co, chyba nie myślisz, że teraz do niego polecę i go przeproszę, co?
- Nie, tylko… No właśnie, nie wiem. Postaraj się następnym razem nie burczeć do niego, dobra?
- Jasne, postaram się.
- Cieszę się, Tash.
- Szach! I mat!- zawołała triumfalnie Lilka.- Wygrałam!
- Gramy jeszcze raz! Teraz dam ci popalić!- krzyknęłam i powoli zaczęłam rozstawiać figury na szachownicy.
magiczny-pamietnik 2005-12-09 16:18:06
skomentuj (20)
Dzień po przygodzie
Wiem, wiem, jestem wstrętna, że kazałam Wam tyle czekać. I w dodatku jeszcze taką biedną notkę Wam tu daję… Nie, powinnam się schować, naprawdę! Ale dedyka musi być. Dla… Dla Was wszystkich:
Oleńki
Miśelca
Hermionki
Juliette
Rain
Ritusi
Hermi (z diary-by-hermi)
Eve (nie wiem, kochana tak w ogóle, z jakiego domu jesteś, napisz mi, to Cię wtedy dodam odpowiednio).
I dla Ani, Marleny i Asi, które pewnie nigdy tego nie przeczytają, ale zawsze będą w moim sercu.
***
Kiedy dużo później wspominałam ten czas, nie mogłam pojąć, jakim cudem wróciliśmy tamtej nocy do zamku… Lily była całkowicie „skołowana”, co i rusz dziękowała nam za „ocalenie życia”. I wcale nie była wściekła na April. Czuła do niej jedynie wdzięczność, że się przyznała do błędu. Zresztą Ril tak długo przepraszała Lilkę, że ta nie mogła jej nie ulec…
~*~
- Nikt się nie zorientuje, zobaczycie…- szept Lily ukołysał mnie do snu. Wreszcie poczułam się bezpieczna. Leżałam we własnym łóżku, pod ciepłą kołdrą, nie targana silnymi emocjami…
Znalazłam się z powrotem w Zakazanym Lesie. Tym razem sama. Błądziłam ścieżkami, próbowałam się z niego wydostać, lecz bezskutecznie. Nagle coś się na mnie rzuciło! Jakieś zwierzę… Z rogami, ciemne, przypominające byka. „Byk na terenie szkoły?”- przemknęło mi przez głowę. Ale w lesie wszystko jest możliwe… Zaczęłam uciekać, ale byk mnie złapał! Przebił mi rogiem brzuch. Zawyłam z bólu. Upadłam na ziemię… Na mokrą, twardą ziemię…
- Jasyr…- wyszeptałam.- Jasyr, pomocy…
Ale jednorożec mnie nie słyszał. Leżałam w lesie i konałam. Nie mogłam uwierzyć, że to prawda, nie mogłam uwierzyć…
- Nie!- obudziłam się cała zlana zimnym potem. Zamrugałam powiekami. Na szczęście to tylko sen… Położyłam się z powrotem. Jeszcze nie zdążyłam się otrząsnąć po koszmarze, kiedy znów zasnęłam. Tym razem siedziałam w sali od transmutacji i coś pisałam, nade mną pochylała się McGonagall, coś mówiła, wiem to, bo poruszała wargami, ale nie słyszałam ani jednego słowa. W końcu do mnie dotarło. Profesorka mówiła:
- Am, wstawaj! Zaraz śniadanie!
- Co?
To nie były słowa nauczycielki, tylko którejś z moich przyjaciółek. Otworzyłam oczy. Tak, to April usiłowała mnie obudzić. Czy one zawsze muszą zwlekać się z łóżek wcześniej niż ja? Czy to znaczy, że jestem śpiochem?
Nawet nie zauważyłam, że ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos. Tash, Lily i Ril zaczęły się śmiać.
- Nie, nie jesteś śpiochem, tylko po prostu…- przemówiła poważnie Lilka.- Bardzo się zmęczyłaś wczorajszą podróżą. A właściwie dzisiejszą…
- Chyba masz rację- zanurkowałam w szafie. Wygrzebałam z niej ciuchy i szatę.- Wybaczcie, muszę iść do łazienki.
Po kilku minutach już byłam gotowa do wyjścia na śniadanie. Poszłyśmy do pokoju wspólnego i spotkałyśmy w nim Petera, Jamesa i Syriusza.
- Gdzie Remus?- zapytałam.
- Tutaj- Syriusz pokazał ręką fotel przy kominku. Lupin spał w nim.
- Co się stało?- zaciekawiła się Lily.
- Biedny chłopaczyna się zmęczył wczorajszą wyprawą- zaśmiał się James.
- I przez resztę nocy nie spał, pisał jakieś kolosalne wypracowanie- dodał Peter.
- Mhm. Jak myślicie? Obudzić go na śniadanie?- spytała Tash.
- Pewnie! Nasz Lupinek nie daruje sobie, jak nie pójdzie na lekcje- zadrwił Syriusz.
- Ciekawe, co cię tak śmieszy?- burknęła April.
- A tą co ugryzło?
Wzruszyłam ramionami.
- Jakbyś nie wiedziała- warknęła Ril.
- Co?- zdziwiłam się.
- Nie rozumiesz? Mam wyrzuty sumienia! Przecież Cassini jeszcze się nie odnalazła… Zresztą nie wiadomo, czy dalej jest w tej beczce… A w nocy chyba padał deszcz i…- April odwróciła głowę. Mogłabym przysiąc, że miała łzy w oczach.
- Nie zamartwiaj się, tylko była lekka mżawka. Na pewno Cass się nie utopiła- starałam się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej przekonująco.
- Tak, nie martw się, Ril- Tash położyła jej rękę na ramieniu.
- A… a jeśli jednak… kotka Lily się utopiła…- April zacisnęła usta, starając się nie wybuchnąć płaczem.
- To nic…- rzekła cicho Lil.
- Słucham?- zdziwiła się Ril.
- Nie szkodzi- powtórzyła Lilka drżącym głosem.- Nawet jeśli Cassini… Jeśli ona… To nie będę ci miała tego za złe. To będzie tylko moja wina, bo tak strasznie cię zdenerwowałyśmy i… rozumiem, że ci było przykro, że czułaś wściekłość i potrzebę wyżycia się… i…
- Nie, to moja wina- przyznałam stanowczo.- To ja sprowokowałam April do tego, Lily. Nie wiem, dlaczego ukarała ciebie, a nie mnie, bo przecież…
- To nie jest twoja wina, tylko moja!- załkała Ril.
- Dobra, dobra, może w końcu przestaniecie się wykłócać, czyja to wina, dobrze?- poprosiła spokojnie Natasha.- Mogę się założyć o głowę Snape’a, że Cassini jest… może trochę wyczerpana i zmęczona po chłodnej nocy, ale cała i zdrowa.
- Zakładamy się?- ożywił się Syriusz.
Tash rzuciła mu piorunujące spojrzenie.
- Dobra, tylko żartowałem…- powiedział ponuro.
- Mam nadzieję- Natasha rozpromieniła się i trzepnęła go u ucho.
- Au!- wrzasnął.
- Ok., może by tak pójść na śniadanie, bo pewnie zaraz się spóźnimy, co?- zaproponowała Lily, a my wszyscy ze śmiechem pobiegliśmy w stronę Wielkiej Sali.
magiczny-pamietnik 2005-11-09 17:27:47
skomentuj (10)
A to wszystko przez kotkę...
Ok, może tamta notka nie była taka długa, ale wierzcie mi, że ta jest :) Dedykuję ją mojej najdroższej
Oleńce , która, niestety już bardzo niedługo nas opuści... Kochanie, zawsze będę z Tobą, nie przeszkodzi mi głupi brak finansów... Jesteś kochana...
A teraz notka.
***
- Lilka, nie rób zamieszania, bo obudzisz Amandę!
- Oj, Tash! Ona już i tak za długo śpi…
- Ciekawe! Może nie wiesz, ale nasza przyjaciółka przez pół nocy pisała za chłopaków wypracowania dla McGonagall!
- Transmutację ma w małym palcu, więc na pewno nie sprawiło jej to trudności.
- Trudności może nie, ale zabrało jej to czas. I sama wiesz, że zmęczonemu człowiekowi trudno się skoncentrować na danej rzeczy, prawda?
- Przestań filozofować, Natasha, dobrze?
Do tej pory spokojnie przysłuchiwałam się rozmowie moich dwóch przyjaciółek, lecz- pomimo zmęczenia- w tej chwili poczułam potrzebę wtrącenia się:
- A tak właściwie to co się stało?
- Cassini zaginęła. Muszę jej poszukać!- krzyknęła Lilyanne.
- Nie martw się, na pewno zaraz się odnajdzie- pocieszyłam ją, ziewając.
Cassini, kotka Lily miała skłonności do uciekania swojej właścicielce. To słodkie, malutkie czarno-białe stworzonko było bardzo ruchliwe i ciekawskie, we wszystko musiało wetknąć swój różowiutki nosek. Rządny przygód kociak sprawiał Lilce sporo kłopotów, ale ona i tak go kochała.
- No ale chyba już szósty raz w tym miesiącu mi zwiała!
- Może ją gdzieś oddaj?- zaproponował uprzejmie jakiś znajomy głos. Syriusz. Lily szybko wskoczyła pod kołdrę. Chyba dlatego, że miała lekko przykrótką koszulę nocną i rozczochrane włosy, nie chciała, żeby chłopcy ją widzieli w takim stanie.
- Black?! Potter?! Lupin! Pettiegrew! Co wy tu robicie?! Jak się tu dostaliście?!- zawołała Natasha.
- Och, moja kochana Tash, dziewczyny na pewno tego nie zajarzą- przemówił powoli Syriusz.
- Nie nazywaj mnie „swoją kochaną Tash”, rozumiesz?!
- Oj, ale powiedzcie, proszę!- przerwałam im kłótnię.- Jaki znaleźliście sposób na dostanie się do naszego dormitorium?
- Przecież Syriusz już wyraźnie powiedział, że tego nie zrozumiecie. Poza tym to tajemnica Huncwotów- rzekł z przekąsem James.
- Że niby kogo?- spytała Lilka, gramoląc się z pościeli.
- Huncwotów. Czyli nas- odparł z dumą Peter.
- Phi, ale się głupawo nazwaliście! Kto to wymyślił?- zachichotała Natasha.
- Ja- odpowiedzieli równocześnie Syriusz i James.
- Wiedziałam, że wy na to wpadliście. Remus i Peter nie miewają takich pomysłów.
- Dzięki, że nas doceniasz, White- wyszczerzył zęby Potter.
- Och, dajcie spokój!- poprosiła Lily.- A tak w ogóle to po co przyszliście?
- A… tak sobie. Nie można?- burknął Syriusz, obrażony.
- Słyszałyście, że organizują wybory do drużyny quidditcha?- zapytał z uśmiechem Remus.
- Taak…- powiedziałam, zamyślona.- Ale przecież pierwszaków nie biorą do drużyny. To niesprawiedliwe! Jesteśmy dyskryminowani!
- Na pewno znajdziemy sposób, żeby jakoś ich załatwić, nie?- rzekł z przekonaniem James, szturchając Syiusza.
- Na przykład?- spytała Tash.
- Słyszałaś o Eliksirze Postarzającym?
- Nie ośmielisz się! Poza tym nie masz składników!
- To pójdę do lasu!- wystawił jej język.- Mnie nikt nie przechytrzy.
- Akurat!- wyśmiała go moja przyjaciółka.- Nie wiesz, gdzie szukać!
- Trochę poszukam, to znajdę!- mruknął James.- Skończmy już ten temat i chodźmy na śniadanie.
- To wyjdźcie z łaski swojej, bo chciałybyśmy się przebrać- oznajmiłam, otwierając im uprzejmie drzwi i przytrzymując je, gdy wychodzili.- Tylko na nas poczekajcie! W PeWu! (PW to pokój wspólny- dop. aut.)
Migiem dokonałyśmy porannej toalety i zeszłyśmy razem z chłopakami do wielkiej sali. Gryząc tosty i żując jajecznicę, nadal rozmawialiśmy o wyborach do drużyny. W końcu, kiedy chłopcy już zaczęli się wymądrzać, Lily zagroziła, że jak nie przestaną gadać, to ona pójdzie do któregoś z nauczycieli i na nich nakapuje. Zamknęli się i nie odzywali się do nas do końca lekcji.
Późnym wieczorkiem Lily oznajmiła nam, że Cassini nie wróciła i że jak zajdzie taka potrzeba, to ona pójdzie jej szukać nawet do lasu. Przeraziła mnie ta myśl i zaczęłam przekrzykiwać się z Tash, próbując jakoś wybić jej ten pomysł z głowy. W końcu Lilka się poddała i obiecała, że nie pójdzie. Odetchnęłam z ulgą. Niestety nie na długo.
~*~
Obudziłam się koło drugiej w nocy. Miałam jakieś koszmarne sny. Natychmiast zerknęłam na łóżka dziewczyn. Tash spała, słyszałam jej ciche pochrapywanie dobiegające zza czerwonych zasłonek. Ale April i Lilyanne nie było… Czy to możliwe, żeby Lily jednak poszła szukać kota? I czy Ril jej towarzyszy? Natychmiast podniosłam się z łóżka i wciągnęłam ciemne dżinsy oraz sweter na piżamę. Obudziłam Natashę.
- No czego chcesz? Jestem zmęczona…- wymamrotała w stanie półsnu.
- Wstawaj! Lily nie ma!- pociągnęłam ją za blond włosy i dopiero wtedy rozbudziła się całkiem, krzycząc z oburzeniem.- Poszła po Cassini. Właśnie to mi się śniło…
- Wiedziałam- wyszeptała Tash, ubierając się w pośpiechu.
- Załóż skarpetki, bo jest zimno- poradziłam jej, zakładając adidasy bez rozwiązywania sznurówek.
- Masz rację- właśnie zapinała bluzę na zamek i przycięła sobie koszulkę od piżamy.- Kurczę!
- Daj to! I zakładaj buty!- zaczęłam się mocować z zamkiem, aż w końcu puścił i mogłam spokojnie zapiąć przyjaciółkę. Podciągnęłam jej suwak aż pod samą szyję.
- Idziemy!- rozkazałam, schodząc na palcach po schodach do PW.
Kiedy w końcu postawiłam stopę na ostatnim schodku i zakręciłam, żeby przejść przez salon, ujrzałam coś, co mnie bardzo zdziwiło. W „mój” (to znaczy ja zawsze na nim siedziałam) fotel wtulona była April. Płakała. Wymieniłam z Natashą porozumiewawcze spojrzenie i skinęłam głową. Podeszłyśmy do naszej współlokatorki. Podniosła czerwoną i mokrą od łez twarz i spojrzała na nas swoimi pięknymi piwnymi oczami.
- April, co ci się stało?- zapytała Tasha, spoglądając na Ril ze współczuciem.
- Nic, zostawcie mnie w spokoju!
Spojrzałam na Natashę, a ona niemo dała mi do zrozumienia, że nie możemy odpuścić.
- Coś musiało się stać, skoro płaczesz!
- Nooo... Byłam na was zła- mówiła April przez łzy- i postanowiłam wrzucić... kota Lil do beczki po deszczówce. On potem nie mógł stamtąd... stamtąd... wyjść... a ja uciekłam. Kiedy obudziłam się w nocy i zobaczyłam, że Lily nie ma... bałam się, że poszła do Zakazanego Lasu szukać tego... kota! I jak jej coś się stanie, to będzie tylko i wyłącznie moja wina! A sama boję się iść za nią!
- Co się stało?- usłyszałyśmy zza pleców głos Syriusza. On i reszta jego kumpli właśnie wyszli ze swojego dormitorium. Czy oni zawsze muszą wyczaić, że coś się dzieje? Chcąc nie chcąc musiałyśmy opowiedzieć im całą historię.
- Macie jakiś pomysł, jak by jej pomóc? – zapytałam chłopaków. Kątem oka zauważyłam, jak wymieniają spłoszone spojrzenia. W końcu James powiedział:
- No w sumie to mamy. Ale to wielka tajemnica i nie możecie jej nikomu zdradzić. Robimy to tylko dlatego, że Lilka jest naszą kumpelką i...
- No dobra, mów w końcu o co chodzi!- zniecierpliwiła się Tash.
- Peleryna-niewidka- rzekł Syriusz teatralnym szeptem.- Ale nie zmieścimy się pod nią wszyscy.
- Skąd ją macie?- zawołała oszołomiona Natasha.
- Ale jaki z niej pożytek, skoro nie wszyscy z niej skorzystamy...- powiedziałam.
- Już wiem! Znam Zaklęcie Powiększające, które mogłoby nam pomóc– powiedziała April.- Przynieście ją tutaj.
Peter pobiegł do dormitorium chłopców i po chwili wrócił z szeleszczącą i błyszczącą peleryną w rękach. Miała w sobie coś przyciągającego i nie mogłam oderwać od niej wzroku. Moje zapatrzenie przerwała April, odbierając pelerynę z rąk Petera. Wyciągnęła różdżkę zza pazuchy i szepnęła:
- Selevortina!
Peleryna zaczęła rosnąć w oczach. W końcu była nawet troszkę za duża, ale to nic. Tak w ogóle to do tej pory nie brałam April pod uwagę jeśli chodzi o naszą nocną wyprawę, ale w końcu jednak sobie zasłużyła, pomagając nam. W sumie to całkiem fajna z niej dziewczyna, ale teraz nie czas na rozmyślanie na ten temat. Musimy uratować naszą przyjaciółkę!
- Szybko, wskakujcie!- ponagliłam wszystkich, przytrzymując pelerynę ręką.
Wgramoliliśmy się pod płaszcz niewidzialności. Wyczuliśmy dobry moment, bo akurat jakaś zaspana piątoklasistka, która spała- do tej pory niezauważona- w fotelu przed kominkiem, obudziła się i przeciągnęła. Zatkałam usta Tash, która stała najbliżej i chyba właśnie miała zamiar się odezwać. Dziewczyna wstała, wzięła książkę i poszła do swojego dormitorium. Dopiero wtedy zdjęłam rękę z buzi Natashy.
- Już myślałam, że chcesz mnie udusić- powiedziała.
- Ruszajmy!- szepnął Remus i zrobił krok w stronę drzwi od PW. Szybko okazało się, że chodzenie w siódemkę pod jednym płaszczem nie jest zbyt wygodne, co chwila ktoś przydeptywał mi stopę, czy nieświadomie ciągnął za włosy. Zejście na dół zajęło nam prawie pół godziny. Gdy wyszliśmy na błonia i w końcu mogliśmy pozbyć się peleryny, wszyscy odetchnęli z ulgą. Nareszcie mogliśmy poruszać się trochę szybciej. Zewsząd otaczały nas ciemności. Trochę się bałam. Na szczęście April wykazała dość sporo zdrowego rozsądku i zapaliła swą różdżkę.
- Będę szedł pierwszy- oświadczył Syriusz.- Ty, James, zamykaj pochód.
Black wyszeptał: „Lumos” i na końcu jego różdżki również pojawił się wątły płomień. Minęliśmy kilka samotnych brzózek i weszliśmy do Zakazanego Lasu. Szłam między Natashą a Remusem. Nagle zobaczyłam, jak coś przemknęło obok naszych nóg. Pisnęłam cicho i wyprzedziłam Syriusza.
- Cicho!- skarcił mnie szeptem.- Wracaj na swoje miejsce!
Posłusznie spełniłam jego rozkaz, ale zrobiło mi się jakoś zimno. Zadrżałam i pociągnęłam za rękawy swetra. Wytarłam spocone ze strachu ręce w spodnie.
- Co to było?- zapytałam trzęsącym się głosem.
- Lepiej tego nie wiedzieć- wyszeptał Peter, czym jeszcze bardziej mnie wystraszył.
- Zamknij się!- wysyczał Remus.- Nie bój się, Am, to coś na pewno nie było groźne.
- Mam nadzieję- otrząsnęłam się i nagle uleciał ze mnie cały lęk.
Przez jakiś czas szliśmy w milczeniu.
- Och!- ciszę przerwał zduszony okrzyk April.- Spójrzcie tam!
Na dziwnie oświetlonej polanie po lewej stronie leżała... Lily! Była nieprzytomna, a jej głowa była w kałuży krwi. Przez chwile myślałam że zemdleję, ale po chwili odzyskałam przytomność umysłu i podbiegłam do przyjaciółki. Zbadałam jej puls. Żyje! Obejrzałam jej głowę. Wyglądała na rozbitą. Gdy rozglądałam się za czymś, żeby ją opatrzyć, usłyszałam głos Ril:
- Amanda... Patrz!
Spojrzałam we wskazanym kierunku. Zza drzew wyłoniło się cudowne stworzenie złotej maści. Przypominało trochę konia, ale wyglądało o wiele bardziej tajemniczo i z jego czoła wyrastał długi, skręcony róg.
- Jednorożec!- westchnęła z uwielbieniem Natasha.
Zbliżał się w moją stronę. Siedziałam na mchach jak zahipnotyzowana. Jednorożec ominął mnie i podszedł do naszej zemdlonej przyjaciółki. Pochylił się nad nią i dokładnie mogłam zobaczyć, jak z jego oka spływa srebrzystobiała łza i spada na czoło Lil. Kropla rozpłynęła się po całym jej ciele i Ruda nagle wstała. Spojrzała na mnie nieprzytomnie i pogłaskała jednorożca.
- Dziękuję, Jasyr.
Jednorożec mrugnął oczami, jakby chciał powiedzieć, że nie ma za co.
magiczny-pamietnik 2005-10-13 15:15:13
skomentuj (11)
***
Layout by Julie ;* Only for Mandy :)
All rights reserved!